Skład Sylwestrowo urlopowy zmieniał się z zależności od dat i dni, ale nie opuszczała nas zimowa pogoda ani dobre jedzenie! Dla mnie w tym roku największym odkryciem były kiełbaski lokalnej produkcji – do wyboru z orzechami włoskimi, laskowymi, z kawałkami sera Beaufort, wieprzowe, wołowe… mniam!
Sylwester minął biesiadnie, gdyż Francuzi, co nie jest tajemnicą, lubią celebrować jedzenie, tak więc mieliśmy aż trzy dania zakończone tradycyjną Bouche de Noel w wersji lodowej.
Być może to górskie powietrze, podróż albo po prostu nadmiar jedzenia pokierował mną do łóżka już o pierwszej nad ranem.Grunt, że 2011 rok mogłam zacząć od krótkiej pieszej wycieczki do Fort du Saint Eynard, skąd rozciągał się widok na całe Grenoble.
Tego samego wieczora para Chińczyków Yun i Yin którzy spędzali z nami Sylwestra przygotowali nam ichniejszą ucztę - Hot Pot. Rodzaj fondu tyle że mięsno-warzywnego. Polega to na tym, że przygotowuje się specjalny wywar który jest podgrzewany na środku stołu przez cały wieczór. Na początku wrzuca się do niego mięso, które po kilku minutach jest gotowe. Dopiero po zjedzeniu mięsa wrzuca się do wywaru w dalszej kolejności warzywa (grzyby, sałatę etc) a na końcu owoce morza. Każdy obsługuje się mniej więcej samodzielnie, choć ciężko wypatrzeć sobie ulubione kąski, gdyż w wywarze wszystko się ze sobą miesza. Można to przyprawić sosami - sezamowym (pyszne!) albo czymś na rodzaj vinegrette. Zasiedliśmy do stołu około 21szej a skończyliśmy około 1szej w nocy. Podobno w Chinach Hot Pot spożywa się około 5 godzin, a potem wychodzi na Karaoke. My skończyliśmy po pierwszej cześci…
To był nasz ostatni wieczór w Grenoble. Dzień później wyjechaliśmy już w góry, gdzie spędziliśmy niemal tydzień. Narty, słońce, śnieg, dalsze uczty, raclette i wszystko co zimą można robić we francuskich górach.

Powyżej mapa, żebyście mogli zobaczyć gdzie dokładnie schowaliśmy się przed światem na tydzień, poza jednym dniem, kiedy zdecydowałam się odwiedzić Maję, Gaję i Krzysia, którzy mieszkają tuż obok Genewy. Jak widzicie, odległości niewielka! Warto wybrać się na jeden dzień, żeby usłyszeć Gaję władającą już kilkoma słowami!
A potem już tylko przelot nad pięknymi Alpami i powrót we dwójkę do Polski, gdzie czekają na nas zupełnie nowe przygody i wyzwania!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz