Po pierwsze wizytę w Łazienkach o zmierzchu. Trochę po omacku udało się nam w tym ogromnym parku odnaleźć naszego kompozytora, belweder w listopadowej szarudze, Pałac na wodzie i pawie na drzewie (!!). I jeszcze kilka wiewiórek oraz scenę teatru. Listopadowe Łazienki są melancholijno ponure i dość tajemnicze. Klimat nieprzeciętny, polecam :)
Drugim babskim elementem była wizyta w Teatrze Współczesnym na sztuce Napis. Gorzka komedia o politycznej poprawności i usiłowaniu bycia na czasie, a cała fabuła kręci się wokół lokatorów pewnej paryskiej kamienicy, których sielankowe życie zakłóca nowy napis w windzie „Lebrun=ch...”. Obsada warta zakupienia biletu :)
W ten babski weekend włączyła się również mieszana już impreza na warszawskiej Pradze w „Składzie butelek”.


I odpoczynek po i przed drogą. Aneta była tak miła, że porozwoziła towarzystwo po imprezie do domów. Potem należał się jej intensywny odpoczynek!

