Za to na pewno pewna wycieczka przyczyniła się do chwilowej poprawy! Otóż druga połowa listopada była obfita w spotkania rodzinne. Między innymi z moją kuzynką, która mieszka w Warszawie już kilka ładnych lat i wie gdzie wyciągnąć w niedzielny wieczór - na tzw. Warszawiankę. Namówić dałam się od razu, bo w saunie ostatnio bywam nie często. Niczym specjalnym wyprawa by się nie odznaczyła, gdyby nie fakt, że Justyna tuż przed sauną wręczyła mi Saunowy kapelusik! Fajnie, pomyślałam, nie zmarznę. Okazało się jednak, że czapki nie wkłada się po ale DO sauny! Dla mnie totalna nowość, ale nie omieszkałam nie spróbować. Czapeczka z filcu (na internecie znalazłam jeszcze z froty ale te wydają mi się mniej praktyczne) to rewelacyjny wynalazek. Wcale nie grzeje a wręcz ułatwia wytrwanie 3x15 minut w saunie albo ruskiej bani! Nie wiem jak ktoś wpadł na to, aby do sauny wejść w czapce, ale prawdą jest, że ciało najwięcej ciepła traci i przyjmuje właśnie przez głowę i stopy (buciki saunowe też istnieją), tak więc to wszystko wydaje się mieć sens!
Niestety nie byłam przygotowana na takie nowości i aparatu ze sobą nie zabrałam, więc zamieszczam zdjęcie z Internetu. Niczym nie różnią się od mojego egzemplarzu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz