
W tym roku usłyszałam to zdanie wielokrotnie, na wiosne, w lato, jesienią, w dni słoneczne i deszczowe. Nie sądzę, aby pogoda miała tu jakiś wpływ na trwałość obietnic wberw wszelkim przysłowiom, np Mariage pluvieux, marriage heureux. Przysięgi były uroczyste, wzruszające i pełne wiary. I tak czetery razy miedzy marcem a październikiem. Przy ostatnim weselu ubranie, uczesanie i makijaż w ciemnym pokoju zajęły mi łącznie 7 minut, gdyż tylko z takim wyprzedzeniem udało się nam dotrzeć na miejsce uroczystości. Na tym ostatnim weselu rozmawiałam z dzewczyną, ktorej ten rok przyniósł tych wesel dziewieć! To jakiś szcześliwy układ planet, który w naszym przypadku wyznaczył nam daty spotkań, zmusił do zaplanowania wakacji, zakupów, pozwolił uzupełnić specyficzną garderobę, poznać nowych ludzi, całe rodziny no i nowe zwyczaje. Jak na przykład francuskie Vin d’honneur, którego w Polsce nie mamy, a trzeba by było ten zwyczaj wprowadzić – lampka szampana i drobny poczęstunek na stojąco dla wszystkich gości, którzy przybyli na ślub, a którzy nikoniecznie są zaproszeni na wesele. Trwa to od godziny do dwóch, pozwala zlustrować wszystkich gości, zapoznać się z tymi nieznanymi, złapać na dwa słowa młodą parę. Jedno z Vin d’honneur w których uczestniczyłam, odbyło się nawet w kościele, bezpośrednio po ceremonii.
Zorganizowanie ślubu to nie długie przygotowania ale ogromne projekty realizowane przez całe rodziny! W tej kwestii chyba nie ma żadnych różnic niezależnie od narodowści. Również nam z Patricem przygotowania zajmowały trochę czasu. Musieliśmy znaleźć bilety w cenach na naszą kieszeń, postudiować mapę (to zwykle moje zadanie), pożyczyć samochód, zarezerwować jakieś noclegi i zazwyczaj zorganizować sobie krótszy lub dłuższy urlop, ale wszystko to sprawiało radośc, i było każdorazową przygodą (włączając nieuniknione nieporozumenia po drodze)!
Za każdym razem rodziny stawały na głowie, aby ślub był wyjątkowy i zapadł w pamięć i tak też było. /Choć tu w ramahc usprawiedliwienia muszę się przyznać, że robienie zdjęć na ślubach jest dla mnie czynnością nie do opanowania. Większośc wyszła zamazana i nienadająca się na wrzucenie na stronę. Z każdym weselem robiłam ich mniej, żeby uniknąć rozczarowania bo ostatecznie i tak są na sali profesjonaliści/
MARZEC - MARCH

Sezon zaczęliśmy już w marcu ślubem Peggy i John’a w Londynie. Bez samochodu, z mapą i bagżami. Wesele w ślicznym, zabytkowym pałacyku niecierpiącym szpilek (obcasy o średnich mniejszej niż jakies 2 cm musiały nosić specjalne plastikowe nakładki), a na deser... tort z serów francukich i amerykańskich... Pysznie!

LIPIEC - JULY

Dalej lipiec i ślub Maji i Krzysia oraz wesele w Tomaszowicach pod Krakowem. Było cudownie ciepło, słonecznie i bajkowo. Do tego zielono i Gajowo! Patrice był już wtedy po kilku lekcjach polskiego i co chwilę chciał abyśmy krzyczeli ‘zimno’. Chodziło o gorzko.

SIERPIEŃ - AUGUST
Z resztą kwestia tego znaczącego słowa powróciła miesiąc później na weselu Pierre i Elize w sierpniu w Montivilliers we Francji. Na okrzyk ‘gorzko’ Pan Młody nieznając zwyczaju po prostu chwycił kieliszek wina i wypił go do dnia. Grunt, że gorycz przeszła. Wesele w ogrodzie, pod olbrzymim białym namiotem tak jak to zwykle bywa na filmach.


PAŹDZIERNIK - OCTOBER
No i zamykające wesele w Cons-la Grandville, gdzie Cecille i Romain urządzili huczną imprezę aby uczcić swoje Tak na wspólne życie oraz na półroczną podróż poślubną rowerem dookoła Europy. Start w kwietniu przyszłego roku. Trzymamy kciuki!
