sobota, 16 października 2010

Ludzie i Anioły

Oddałam znajomej dwa bilety do teatru. To był wrzesień i sztuka, na którą z przyczyn losowych nie mogłam pójść. Miesiąc później sama siedzę w teatrze bo ktoś przypadkowy oddał mi swoje dwa bilety! Teoria, że wszystko co oddajemy zwraca się nam prędzej czy później.

Teatr Współczesny , tuż przy Placu Zbawiciela, założony 60 lat temu miał być sposobem na zwrot w stronę Zachodu. Wiele znanych nazwisk (Łomnicki, Komorowska, Kowalewski, Szyc), wiele słynnych premier. Ja trafiałam na sztukę, która kieruje jednak na wschód. Napisał ją współczesny rosyjski satyryk Wiktora Szenderowicza (rocznik 1958). Bardzo zabawna, świetnie zagrana.

Moją uwagę zwróciła jedynie pewna idea, którą wam przekazuję – autora pomysł na Czyściec. Otóż wygląda on tak, że każdy z nas zasiada przed ekranem i ogląda jeszcze raz całe swoje życie, zaś fragmenty upokarzające i wstydliwe – w zwolnionym tempie.

Bardzo mnie ten pomysł zafrapował i myślę o nim od wtorku.

Piekło i niebo również są interesujące, ale musielibyście przyjechać obejrzeć całą sztukę!


poniedziałek, 11 października 2010

I że Cię nie opuszczę aż do śmierci...until death do us part...



W tym roku usłyszałam to zdanie wielokrotnie, na wiosne, w lato, jesienią, w dni słoneczne i deszczowe. Nie sądzę, aby pogoda miała tu jakiś wpływ na trwałość obietnic wberw wszelkim przysłowiom, np Mariage pluvieux, marriage heureux. Przysięgi były uroczyste, wzruszające i pełne wiary. I tak czetery razy miedzy marcem a październikiem. Przy ostatnim weselu ubranie, uczesanie i makijaż w ciemnym pokoju zajęły mi łącznie 7 minut, gdyż tylko z takim wyprzedzeniem udało się nam dotrzeć na miejsce uroczystości. Na tym ostatnim weselu rozmawiałam z dzewczyną, ktorej ten rok przyniósł tych wesel dziewieć! To jakiś szcześliwy układ planet, który w naszym przypadku wyznaczył nam daty spotkań, zmusił do zaplanowania wakacji, zakupów, pozwolił uzupełnić specyficzną garderobę, poznać nowych ludzi, całe rodziny no i nowe zwyczaje. Jak na przykład francuskie Vin d’honneur, którego w Polsce nie mamy, a trzeba by było ten zwyczaj wprowadzić – lampka szampana i drobny poczęstunek na stojąco dla wszystkich gości, którzy przybyli na ślub, a którzy nikoniecznie są zaproszeni na wesele. Trwa to od godziny do dwóch, pozwala zlustrować wszystkich gości, zapoznać się z tymi nieznanymi, złapać na dwa słowa młodą parę. Jedno z Vin d’honneur w których uczestniczyłam, odbyło się nawet w kościele, bezpośrednio po ceremonii.

Zorganizowanie ślubu to nie długie przygotowania ale ogromne projekty realizowane przez całe rodziny! W tej kwestii chyba nie ma żadnych różnic niezależnie od narodowści. Również nam z Patricem przygotowania zajmowały trochę czasu. Musieliśmy znaleźć bilety w cenach na naszą kieszeń, postudiować mapę (to zwykle moje zadanie), pożyczyć samochód, zarezerwować jakieś noclegi i zazwyczaj zorganizować sobie krótszy lub dłuższy urlop, ale wszystko to sprawiało radośc, i było każdorazową przygodą (włączając nieuniknione nieporozumenia po drodze)!


Za każdym razem rodziny stawały na głowie, aby ślub był wyjątkowy i zapadł w pamięć i tak też było. /Choć tu w ramahc usprawiedliwienia muszę się przyznać, że robienie zdjęć na ślubach jest dla mnie czynnością nie do opanowania. Większośc wyszła zamazana i nienadająca się na wrzucenie na stronę. Z każdym weselem robiłam ich mniej, żeby uniknąć rozczarowania bo ostatecznie i tak są na sali profesjonaliści/

MARZEC - MARCH
Sezon zaczęliśmy już w marcu ślubem Peggy i John’a w Londynie. Bez samochodu, z mapą i bagżami. Wesele w ślicznym, zabytkowym pałacyku niecierpiącym szpilek (obcasy o średnich mniejszej niż jakies 2 cm musiały nosić specjalne plastikowe nakładki), a na deser... tort z serów francukich i amerykańskich... Pysznie!




LIPIEC - JULY
Dalej lipiec i ślub Maji i Krzysia oraz wesele w Tomaszowicach pod Krakowem. Było cudownie ciepło, słonecznie i bajkowo. Do tego zielono i Gajowo! Patrice był już wtedy po kilku lekcjach polskiego i co chwilę chciał abyśmy krzyczeli ‘zimno’. Chodziło o gorzko.





SIERPIEŃ - AUGUST
Z resztą kwestia tego znaczącego słowa powróciła miesiąc później na weselu Pierre i Elize w sierpniu w Montivilliers we Francji. Na okrzyk ‘gorzko’ Pan Młody nieznając zwyczaju po prostu chwycił kieliszek wina i wypił go do dnia. Grunt, że gorycz przeszła. Wesele w ogrodzie, pod olbrzymim białym namiotem tak jak to zwykle bywa na filmach.







PAŹDZIERNIK - OCTOBER
No i zamykające wesele w Cons-la Grandville, gdzie Cecille i Romain urządzili huczną imprezę aby uczcić swoje Tak na wspólne życie oraz na półroczną podróż poślubną rowerem dookoła Europy. Start w kwietniu przyszłego roku. Trzymamy kciuki!